Płótno wybiera się raz. Farbę można zetrzeć, werniks zdjąć, ramę wymienić — podobrazia pod gotowym obrazem już się nie podmieni. Dlatego pytanie „len czy bawełna” pada zwykle na początku, a odpowiedź zależy głównie od jednej rzeczy: od formatu.
Różnica jest we włóknie. Włókno lniane jest dłuższe, grubsze i mniej regularne, więc splot ma widoczny, nierówny charakter i wyraźne zgrubienia. Bawełna jest krótsza i bardziej jednorodna, przez co tkanina wychodzi gładsza i równiejsza. To widać gołym okiem na surowym płótnie i zostaje widoczne pod farbą — zwłaszcza tam, gdzie warstwa jest cienka.
Druga różnica jest ważniejsza, choć niewidoczna: len znacznie słabiej reaguje na wilgoć. Bawełna chłonie wodę z powietrza, pęcznieje i obwisa, a przy suchym powietrzu napina się z powrotem. Płótno pracuje więc razem z pogodą w pomieszczeniu, a warstwa malarska, która pracować nie chce, zostaje z tym sama.
Przy małych i średnich formatach praktycznie żadnego. Bawełna dobrze zagruntowana i porządnie napięta wytrzyma dziesiątki lat i nikt nie rozpozna po obrazie, na czym był malowany. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy rośnie powierzchnia: im większy prostokąt, tym dłuższy bok bez podparcia i tym mocniej płótno ciągnie samo siebie własnym ciężarem. Przy pracach idących w stronę dwóch metrów len przestaje być kwestią gustu.
Zasada kciuka jest prosta: do formatu mniej więcej metra bawełna nie sprawia kłopotu; powyżej — len wybacza więcej. Przy największych formatach dochodzi jeszcze poprzeczka w krośnie, bo samo płótno, choćby najlepsze, nie zastąpi sztywnej konstrukcji pod spodem.
Bardzo dużo — na tyle, że złe zagruntowanie lnu daje gorszy efekt niż dobre zagruntowanie bawełny. Grunt odcina farbę od włókna. Bez niego olej wsiąka w tkaninę, spoiwo z warstwy malarskiej ucieka w dół, kolor traci głębię i matowieje, a samo włókno z czasem kruszeje od kwasów zawartych w oleju. Płótno kupowane jako gotowe jest zwykle zagruntowane fabrycznie; to warstwa poprawna, ale cienka, więc jedna dołożona warstwa gruntu rzadko bywa błędem.
Gruby, wyraźny splot lnu pomaga tam, gdzie farba idzie grubo. Faktura płótna dokłada się do faktury warstwy, obraz łapie światło punktowo i całość robi się żywsza — to działa na korzyść, gdy maluje się impastem. Odwrotnie przy cienkich, przezroczystych warstwach: laserunek położony na mocno widocznym splocie zbiera się w zagłębieniach i zamiast równej, świecącej powłoki daje nierówny nalot. Do drobnych przejść i gładkich tonów lepsza jest tkanina gładsza, choćby i bawełniana.
Jest jedna symetria, którą warto zobaczyć. W akwareli też wybiera się między bawełną a celulozą i tam bawełna jest tą lepszą stroną — bo trzyma wodę i pozwala rozmywać. W oleju bawełna jest stroną tańszą i słabszą, a rolę materiału szlachetnego przejmuje len. To samo słowo, dwa przeciwne znaczenia, w zależności od tego, co ma się dziać na powierzchni.
Formaty moich obrazów olejnych sięgają 140 × 200 cm i przy tej skali podobrazie przestaje być szczegółem — duże płótno musi trzymać kształt latami, nie miesiącami. Przy pracach kameralnych sprawa jest znacznie swobodniejsza. Jeśli zastanawiasz się nad konkretnym obrazem i chcesz wiedzieć, na czym powstał, wystarczy zapytać: to informacja, którą podaję razem z certyfikatem autentyczności.
Wykorzystujemy pliki cookie, żeby dopasować treść i reklamy, udostępniać funkcje społecznościowe i analizować ruch w witrynie.
Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.