Impasto to nakładanie farby tak grubo, że ślad narzędzia zostaje widoczny na powierzchni obrazu. Farba przestaje być wtedy wyłącznie nośnikiem koloru, a staje się materiałem, który wystaje z płótna i rzuca własny, drobny cień.
To najważniejsza konsekwencja grubej warstwy. Nierówność wysokości kilku milimetrów wystarczy, żeby o poranku obraz wyglądał inaczej niż wieczorem przy lampie, a przy świetle padającym z boku faktura ożywa najbardziej. Dlatego przy wyborze miejsca na taki obraz warto sprawdzić, z której strony pada światło.
Gruba warstwa dobrze opisuje rzeczy, które w naturze też są wypukłe: główki kwiatów, kępy traw, korę, punkty światła na łące. Zwykle zostawiam ją na końcu i tylko w kilku miejscach — całe płótno pokryte impastem traci hierarchię i oko nie wie, gdzie ma się zatrzymać.
Gruba warstwa schnie od wierzchu i pod skorupą długo zostaje miękka, więc obrazu nie wolno pakować ani werniksować zbyt wcześnie. Nakładać ją trzeba na warstwę tłustszą, nie na chudą podmalówkę, inaczej z czasem popęka. Transport lepiej planować na płasko, bo najwyższe punkty farby są wrażliwe na otarcia.
Obraz o wyraźnej fakturze zwykle nie potrzebuje bogatej oprawy — pisałam o tym w tekście jak dobrać ramę do obrazu olejnego. Prace olejne pokazuję w galerii obrazy.