„Ile to schnie” brzmi jak pytanie o jedną liczbę, a odpowiedzi są trzy — bo obraz olejny schnie na trzech różnych poziomach i każdy trwa inaczej. Mylenie ich ze sobą jest przyczyną większości uszkodzeń, które później trudno naprawić.
Warto zauważyć, że farba olejna wcale nie „wysycha”. Nic z niej nie odparowuje — olej wiąże tlen z powietrza i twardnieje. Dlatego nie działa tu nic, co pomaga przy wodzie: suszarka, kaloryfer ani otwarte okno w mroźny dzień.
Najbardziej od pigmentu. Ziemie — umbry, sjeny, ochry — schną szybko, bo zawarte w nich związki manganu i żelaza same przyspieszają wiązanie. Biele, czernie kostne, cynober i część błękitów schną wolno, czasem wielokrotnie wolniej od sąsiadów na tej samej palecie. Dlatego jeden obraz nigdy nie schnie równomiernie.
Dalej grubość: impasto twardnieje od góry i potrafi mieć miękki środek długo po tym, jak powierzchnia wygląda na gotową. Potem spoiwo: więcej oleju to wolniej i bardziej elastycznie, więcej rozpuszczalnika to szybciej i bardziej krucho. Na końcu warunki — umiarkowane ciepło, ruch powietrza i światło dzienne pomagają; chłód i wilgoć wydłużają wszystko dwukrotnie.
Stąd bierze się zasada tłusto na chudo, opisana szerzej przy laserunku: każda kolejna warstwa musi mieć więcej spoiwa niż poprzednia. Warstwa chudsza na tłustszej wyschnie szybciej od podłoża, które pod nią jeszcze pracuje — i popęka. Siatka drobnych spękań na obrazie sprzed kilku lat prawie zawsze oznacza właśnie to, a nie wadę farby.
Praktyczny wniosek jest niewygodny: obraz olejny powstaje etapami rozdzielonymi czekaniem, a nie jednym ciągiem. U mnie rozwiązuje to prowadzenie kilku płócien równolegle — jedno czeka, drugie idzie do przodu.
Działają: sykatywy, czyli dodatki przyspieszające wiązanie, stosowane oszczędnie, bo w nadmiarze czynią warstwę kruchą; medium z żywicą; cienkie warstwy zamiast jednej grubej; ciepłe, przewiewne miejsce. Nie działają, a potrafią zaszkodzić: suszarka i grzejnik, które utwardzają skorupę na miękkim wnętrzu; zamknięta szafa, gdzie brakuje tlenu; i najzwyklejszy pośpiech.
Trzy rzeczy, wszystkie praktyczne. Obraz sprzedany jako świeżo skończony bywa suchy na wylot, ale nie do końca wyschnięty — można go wieszać i oglądać, nie należy go szczelnie owijać folią ani zastawiać. Werniks kładzie się dopiero po kilku miesiącach, więc jego brak na nowej pracy nie jest niedoróbką, tylko poprawną kolejnością. I wreszcie: jeśli zamawiasz pracę na konkretny termin, czas schnięcia jest częścią terminu — przy dużym formacie potrafi być jego większą częścią niż samo malowanie. Prace, które są już gotowe i czekają, stoją w galerii obrazów olejnych.
Wykorzystujemy pliki cookie, żeby dopasować treść i reklamy, udostępniać funkcje społecznościowe i analizować ruch w witrynie.
Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług.