
Wielu ludzi szuka kwitnącej łąki poza miastem, a najbliższa jest zwykle kilkaset metrów od domu. Warszawa od kilku lat świadomie zostawia część trawników nieskoszonych i dosiewa łąki tam, gdzie murawa się wypaliła. Chodzę na nie z aparatem, więc wiem, że różnią się między sobą tak samo jak łąki wiejskie.
W czerwcu 2026 Zarząd Zieleni m.st. Warszawy wymienił kilka miejsc z nazwy. W samym Parku Pole Mokotowskie łąki — zakładane i takie, które powstały po prostu przez zaniechanie częstego koszenia — zajmują ponad 7 hektarów. Na Bielanach jest ich około 20 hektarów, koszonych tylko jesienią. Na Mokotowie Górnym łąki ciągną się wzdłuż ulicy Wilanowskiej, a najefektowniejsza jest ta przy skrzyżowaniu z Aleją Niepodległości; na Mokotowie Dolnym najładniejsza rośnie przy ulicy Gołkowskiej. Nad Wisłą łąki kwitną na Bulwarach między Mostem Poniatowskiego a Pomnikiem Syrenki oraz na Bulwarze Karskiego na wysokości Zamku Królewskiego. Osobno warto zobaczyć pas środkowy Alei generał Marii Wittek.
Na Alei Wittek Zarząd Zieleni wymienia wilczomlecz lancetowaty i żmijowiec zwyczajny, a między nimi maki polne, pięciornik srebrny, komonicę zwyczajną, chabra driakiewnika i szczaw zwyczajny; drugą połowę lata mają tam zdominować wysokie dziewanny. Przy ulicy Wilanowskiej kwitną maki, chabry, jastruny i wyka ptasia. Na dwóch łąkach przy ulicy Kasprowicza na Bielanach, wysianych z Budżetu Obywatelskiego, królują białe talerze marchwi zwyczajnej, niebieski żmijowiec, żółta komonica i fioletowa ślazówka turyngska, a na drugiej — nachyłek barwierski z chabrem bławatkiem.
Bo łąka robi rzeczy, których trawnik nie robi. Zarząd Zieleni wylicza: zatrzymuje wodę i chroni glebę przed wysychaniem, obniża temperaturę otoczenia, karmi zapylacze, daje schronienie małym ssakom i ptakom, zatrzymuje pyły. Do tego wymaga rzadszego koszenia, więc mniej jest spalin i hałasu kosiarek. W 2026 roku łąki z siewu miały powstać w Warszawie na około 6500 metrach kwadratowych.
Łąka nie ma jednego terminu, bo gatunki kwitną po kolei i co roku w innych proporcjach — ta sama łąka wygląda inaczej w czerwcu i w sierpniu. Do zdjęć chodzę wcześnie rano albo późnym popołudniem, kiedy światło jest boczne: wtedy kwiatostan ma cień i widać jego budowę, a w południe robi się z niego płaska plama. Najciekawsze bywa to, co przekwitło — sucha baldacha marchwi ma czystszy rysunek niż świeży kwiat.
Kształt, nie widok. Dziewanna, marchew zwyczajna, oset i koniczyna polna, które widać w mojej galerii fotografii, wracają potem w obrazach olejnych jako formy — bez tła, bez łąki i bez pory roku. Trzy rośliny, które w mieście mija się bez zatrzymania, rozpisałam z bliska w tekście o chwastach warszawskich łąk. A jak z takiego materiału złożyć obraz, żeby nie wyszła zielona plama, opisuję w tekście jak namalować łąkę.