polski english

Tagi

Malować kwiat z natury czy ze zdjęcia

Akwarela „Dzika marchew” — baldachy dzikiej marchwi w miętowej zieleni i czerni

Kiedy ktoś ogląda obraz z rośliną, prędzej czy później pada pytanie: czy to jest malowane z natury, czy ze zdjęcia. Pytający zwykle zakłada, że jedna z tych odpowiedzi jest lepsza. Przy roślinach nie jest — bo żywy model i fotografia dają zupełnie różne informacje i żadna z nich sama nie wystarcza.

Jak długo kwiat wytrzyma jako model?

Krócej, niż trwa obraz. Ścięty mak gubi płatki w kilka godzin. Baldach dzikiej marchwi zwija się do środka jeszcze tego samego dnia. Tulipan w cieple wygina łodygę i do wieczora pokazuje inny profil niż rano. Roślina rosnąca w ziemi trzyma się dłużej, ale za to obraca się za światłem i po dwóch dniach stoi inaczej. Przy pracy, która zajmuje tydzień, model po prostu ucieka — i to jest cały powód, dla którego malarze roślin od dawna sięgają po rysunek, notatkę albo fotografię.

Czego zdjęcie nie odda?

Trzech rzeczy, na których polega roślina. Skali — na zdjęciu wszystko jest równie duże, a w ręce widać, że kwiatostan ma centymetr. Głębi — aparat spłaszcza układ, w którym jedne łodygi są przed drugimi, i zamienia go w rysunek na płaszczyźnie. I koloru w cieniu: aparat przyciemnia go do brudnej szarości, a oko widzi tam refleksy z otoczenia. Dlatego nawet mając setki zdjęć, biorę roślinę do ręki i oglądam ją pod światło, zanim zacznę malować.

Czego z kolei nie widać na żywo?

Tego, co się nie zatrzymuje. Fotografia unieruchamia kwiatostan na tyle długo, żeby dało się rozłożyć go na części: policzyć promienie baldachu, zobaczyć, jak włos wychodzi z łodygi, sprawdzić, w którą stronę skręca wąs. Zdjęcie pozwala też wrócić do rośliny w lutym, kiedy jej nie ma. Moje fotografie przyrody powstały najpierw jako materiał do malowania i dopiero potem okazało się, że są osobnymi pracami.

Jak przygotować roślinę do malowania?

Ścinam późnym popołudniem, nie w upał, i od razu wstawiam do wody — łodyga pusta w środku, jak u dzikiej marchwi, chłonie lepiej, gdy przetnie się ją ukośnie pod wodą. Stawiam tak, żeby światło padało z jednego boku, i zaznaczam sobie ołówkiem, gdzie stoi doniczka, bo model przesunięty o kilka centymetrów to inny obraz. Rośliny przekwitłe i suche nie wymagają niczego i wytrzymują latami; osty i skrzypy mam w pracowni od sezonów.

Czy malowanie ze zdjęcia to oszustwo?

Nie, dopóki zdjęcie jest własne i dopóki obraz nie jest jego kopią. Przerysowana fotografia widać od razu: ma cienie aparatu, jego perspektywę i jego przypadkowe tło. Obraz zaczyna się tam, gdzie z tego materiału coś się wybiera i coś wyrzuca. Ta sama dzika marchew jest u mnie i fotografią, i akwarelą, i formą w obrazie olejnym — za każdym razem zostaje z niej co innego. Jak to wygląda przy całym motywie, a nie pojedynczej roślinie, opisuję w tekście jak namalować łąkę.