polski english

Tagi

Jak nazywa się malarstwo z motywem roślin

Akwarela „Botannica” — brzoskwiniowe gałązki i drobne kwiatostany na jasnym tle

Ktoś szuka obrazu z roślinami i w ciągu kwadransa trafia na cztery różne nazwy tego samego, jak mu się wydaje, tematu: ilustracja botaniczna, malarstwo botaniczne, martwa natura, abstrakcja botaniczna. To nie są synonimy. Różnią się tym, po co roślina znalazła się na obrazie — a od tego zależy, czy kupujący dostanie to, czego szukał.

Czym jest ilustracja botaniczna?

To rysunek albo malarstwo, którego zadaniem jest opis gatunku. Roślina musi być rozpoznawalna: liczba płatków się zgadza, ulistnienie się zgadza, często obok głównego rysunku stoją jeszcze przekrój, nasiono i detal kwiatu. Tło zwykle jest białe, bo wszystko, co niekonieczne, przeszkadza w rozpoznaniu. Ilustracja botaniczna powstaje dla książki, atlasu albo zielnika i ocenia się ją tak jak opis — jest wierna albo nie. Znam tę robotę od środka: dyplom zrobiłam z ilustracji książkowej, w pracowni profesora Janusza Stannego na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Czym różni się od niego malarstwo botaniczne?

Tym, że nie odpowiada przed gatunkiem. Roślina zostaje rozpoznawalna, ale malarz może ją powiększyć, obciąć kadrem, wyjąć z otoczenia albo pokolorować inaczej, niż wygląda w naturze. Nikt tu nie sprawdza liczby płatków — sprawdza się, czy obraz działa. Większość moich akwarel mieści się w tej kategorii: gatunek widać, ale kolor jest mój.

Gdzie w tym wszystkim jest martwa natura?

Martwa natura to nie tyle temat, ile sytuacja: rzeczy ustawione przez człowieka i namalowane razem. Kwiaty w wazonie, owoce na stole, ścięte gałęzie obok naczynia. Rozpoznaje się ją po tym, że roślina jest już oderwana od ziemi i wchodzi w relację z przedmiotem. Jeśli na obrazie z kwiatami jest jakikolwiek wazon, stół albo tkanina, to prawie na pewno martwa natura, a nie malarstwo botaniczne.

A jak nazwać obraz, na którym rośliny prawie nie widać?

Abstrakcja botaniczna — i to jest nazwa, której ludzie szukają najrzadziej, choć takich obrazów kupuje się dziś najwięcej. Roślina jest w nich punktem wyjścia, a nie tematem: zostaje z niej rytm, kolczastość, sposób rozgałęziania, i to buduje kompozycję, w której nie da się już wskazać gatunku. Tak działa większość moich obrazów olejnych. Jak przebiega droga od konkretnej rośliny do takiej formy, rozpisałam osobno w tekście o tym, jak z rośliny robi się abstrakcja.

Po co ta różnica komuś, kto chce kupić obraz?

Bo chroni przed rozczarowaniem. Kto szuka pamiątki po konkretnej roślinie z ogrodu, będzie zawiedziony abstrakcją, choćby najładniejszą. Kto szuka dużej plamy koloru do salonu, uzna wierną ilustrację za suchą. Warto więc pytać sprzedającego wprost: czy gatunek ma być rozpoznawalny. Reszta — technika, format, cena — jest już łatwiejsza; pomocne bywają teksty o tym, jaki rodzaj obrazu pasuje do jakiego wnętrza i jak odróżnić oryginał od reprodukcji. O tym, skąd u mnie w ogóle wzięły się rośliny, piszę na stronie o mnie.