Na szczycie nagiej, rozdętej łodygi kozibrodu została już tylko garść nasion z pęczkiem puchu, rozstawionych jak cienkie ramiona wiatraka. Lipcowe światło pada z boku i obrysowuje jasną krawędź pędu, a ciemne, prawie czarne tło redukuje całość do czystej, kaligraficznej linii. Ostrość trzyma się wyłącznie sylwetki rośliny, więc kadr czyta się jak rysunek piórkiem na granatowym papierze. Minimalizm kompozycji i pusta przestrzeń wokół dają wrażenie ciszy po przekwitnięciu. Odbitka doskonale pracuje w parze z drugą, jaśniejszą fotografią z tej serii nad łóżkiem lub sofą.
Fotografuję na dzikich łąkach warszawskich. Są to rośliny uważane za chwasty. Często niezauważane, a spójrzcie jakie piękne.
Odbitki robię na profesjonalnych, archiwalnych papierach, w limitowanych edycjach. Mogę zaproponować inne formaty. Format odbitki 29 × 42 cm.