Tagi

muzea
wpis pierwszy
 Tekst publikowany w ART & BUSINESS, nr 1-2, 2014r. przy okazji trwania mojej indywidualnej wystawy " Botanicus" w Galerii Stara Prochownia w Warszawie.
   Z szacunku do roślin
   Tworzy portrety psychologiczne flory, zachwyca się krojąc czerwoną kapustę, a podczas pracy słucha muzyki klasycznej, także ze względu na upodobania roślin. Z Martą Konieczny - malarką absolwentką warszawskiej ASP- rozmawia Magdalena Linke

ML: Jaka idea przyświecała pani przy tworzeniu cyklu "Botanicus"?
MK: "Botanicus" to moja osobista malarska wypowiedź zgodna z duchem nowej dziedziny nauki - neurobiologii roślin. Maluję rośliny, ale oprócz tego, że zachwycam się ich pięknem, staram się tworzyć ich "portret psychologiczny". Traktuję je jak biologiczne istoty o bogatym życiu wewnętrznym. Pokazuję emocje, które zarezerwowaliśmy dla świata ludzi, a tymczasem są one dane także roślinom. Rośliny są wrażliwe na dotyk, słyszą muzykę ( zdecydowanie wolą muzykę klasyczną niż rocka), porozumiewają się między sobą, potrafią współpracować, lub zwalczać się nawzajem. Stosują cały wachlarz przemyślnych technik, aby wygrać walkę o przetrwanie. Pokazuję bogactwo tych ról i zachowań, aby przypomnieć o szacunku należnemu przyrodzie.
ML: Na obrazach pokazuje Pani przedmioty codzienne w niecodziennym zestawieniu.
MK: Codzienność, która kojarzy się z czymś zwykłym, jest dla mnie fascynująca. Przeżywam chwile zachwytu, oglądając zakupione warzywa. Krojąc czerwoną kapustę, oglądam najpiękniejsze, graficzne kompozycje. Mój codzienny spacer z psami w lesie to rytuał, mistyczne przeżycie i wizyta w najlepszej galerii świata.
ML: Przyroda jest najlepszą projektantką?
MK: Tak, z podziwem przyglądam się fakturom, kształtom, proporcjom roślin. Zasady złotego podziału, których odkrycie przypisujemy Grekom, są w świecie botaniki powszechne. Obserwuję je przy ułożeniu liści na gałęziach, czy płatków na kwiatach. Słoneczniki, szyszki, ananasy to przykłady spiralnego układu opartego na ciągu liczb Fibonacciego, zgodnego z zasadami złotego podziału.
Fascynuje mnie także różnorodność sposobów, jakie rośliny stosują, aby przetrwać. Potrafią żyć w grupie, wchodzą w symbiotyczne związki, ale są też bezlitosnymi pasożytami lub wrogami wyposażonymi w kolce i toksyny. Potrafią wybuchać by rozrzucić zarodki lub wzniecać pożar, gdy muszą uwolnić nasiona z szyszek. Odstraszają szkodniki stosując mimikrę - niektóre storczyki łudząco przypominają owady. Na mojej wystawie pokazuję obraz "Nieugięty", przedstawiający kwitnącego mniszka na betonowych stopniach, który symbolizuje walkę o przetrwanie. Maluję też owłosione pnie drzew lub gałęzie z pazurami, wskazując na dziką stronę natury.
ML: Na jednym z obrazów otula pani drzewo szalikiem. Próbuje pani oswoić przyrodę?
MK: Dookoła widzę przykłady niszczenia roślin. Obraz, o którym pani wspomniała zatytułowałam "Czułość". To mój apel w sprawie ochrony przyrody. Nie mam natury wojownika. To co potrafię, to malować, utrwala piękno roślin i po kobiecemu, delikatnie, przypominać o szacunku i opiece, jaką jesteśmy im winni.




  

zdjęcia - Bogdan Antonowicz - Młoda Galeria


Tekst, który ukazał się na portalu Rynek i Sztuka
Malarska terapia - Marta Konieczny
"Stosuję malarską terapię zamiast masażu relaksacyjnego" - z artystką Martą Konieczny o jej malarstwie, świecie przyrody i darach rozmawia Alicja Karłowska z galerii Artpower.pl
Alicja Karłowska, artpower.pl: W informacjii o Pani, na stronie Artpower czytamy, że w kreowanych przez Panią światach odnajdziemy przestrzeń do "życia" dla naszych marzeń. Myślę, że tych przestrzeni musi być bardzo wiele skoro mieszczą się tam ludzkie marzenia...
Marta Konieczny: ma Pani rację, Ludzkie marzenia, to bardzo szerokie pojęcie, pewnie nie dla wszystkich marzeń jest w moich obrazach przestrzeń, ale wiele osób mówi mi, że gdy patrzy na moje prace przenosi się w nierealną sferę i uruchamia swoją wyobraźnię. Stwarzam pewną wizję. Osoba, która się z nią styka, czuje się bezpiecznie i zaczyna podróżować po świecie swoich fantazji. Świat, który przedstawiam nie jest prawdziwy, ale pociągający na tyle by się chciało do niego przenieść, chociaż w myślach a to już pierwszy krok, by się chciało oddać marzeniom.
AK: Wśród Pani prac przewijają się motywy bajkowe, aż chce się powiedzieć z innego świata, Zielony Pegaz, kwiaty o ogromnych kielichach, drzewo otulone szalikiem. Chyba po prostu dobrze Pani w świecie nieco oderwanym od ziemi?
MK: Jest mi dobrze w świecie przyrody. Tematem moich najnowszych prac są rośliny. Pasjonuje mnie ich piękno, kształty, desenie. Ważne jest także dla mnie, nie zauważane przez nas bogactwo ich zachowań, taktyki przetrwania, inteligencja. Nie uważam, że poruszam się w świecie oderwanym od ziemi.Cóż może być bardziej rzeczywistego niż otaczające nas botaniczne istoty? Posługuję się tylko pewną mataforą, aby zwrócić uwagę na rośliny. One dają nam życie, tlen, pokarm. W swoich pracach staram się otaczać je czułością - stąd szalik zawiązany wokół drzewa. Staram się także pokazać, jak ogromny mają wpływ na nasze życie, także duchowe, np. poezję. Dlatego namalowałam Pegaza, który ma skrzydła z liści.
AK: W nawiązaniu do jednego z obrazów. Kiedy Pani odkryła, że jej anioł jest "bardzo opiekuńczy i wspaniałomyślny"?
MK: Potrzeba mi było sporo czasu, aby zamiast narzekać dostrzec jak wiele darów otrzymałam od życia. Już jako dojrzała kobieta odczułam potrzebę wyrażenia wdzięczności za nie. Powstał obraz Hommage dla mojego Anioła. Ta postać to symbol jakiejś niesamowitej energii, która pozwala mi malować, cieszyć się rodziną, otaczającą mnie przyrodą. Musi być wspaniałomyślna, bo choć długo nie potrafiłam tego zauważyć, niczego mi nie odebrała. Teraz postanowiłam się nią podzielić dlatego obraz trafił do galerii Artpower.
AK: Co jest dla Pani ważniejsze w ilustracji książkowej? Zobrazowanie treści, czy własna interpretacja w oparciu o treść? W końcu tekst wyznacz pewne ramy artyście?
MK: Moim zdaniem zobrazowanie treści nie wyklucza własnej interpretacji. Tekst jest pretekstem do powstania ilustracji. Pisarz używa pewnego języka, aby wywołać w czytającym pewne emocje, poruszyć jego wyobraźnie. Ilustrator robi to samo.
AK: Wspomniała Pani, że maluje "nieistniejące pejzaże". Odnoszę wrażenie, że to krok w stronę naszych najskrytszych marzeń. Wiele osób chciałoby być w świecie lepszym, piękniejszym, który może stanie się realnym!
MK: Moje pejzaże są bardzo osobiste. Nie odwzorowuję tego co widzę. Przestrzeń płótna wypełniam formami zaczerpniętymi z realnego świata przyrody. Są dla mnie jednak na tyle interesujące i atrakcyjne, że chcę je namalować. Mam nadzieję, że dla innych również, dlatego chcą na nie patrzeć.
AK: Ściąga Pani czasem niebo na ziemię, kolorystyką, wieloznacznością, tematyką?
MK: Ooo, bardzo bym chciała, ale nie mnie to oceniać. Wiem jednak, że czasem udaje mi się wywołać uśmiech i polepszenie nastroju u oglądających. Stosuję taką malarską terapię zamiast masażu relaksacyjnego.
tekst ukazał się na portalu 13 kwietnia 2013 r.


   Kiedy zwiedzam większe miasto, zawsze znajduję czas żeby trafić do muzeum sztuki współczesnej. Chcę się podzielić moimi wrażeniami i opisać galerie, w których byłam ale na początek proponuję zwiedzenie kilkunastu najsłynniejszych muzeów świata bez ruszania się z domu.
Google ( nieoceniona Google) uruchomiła platformę, na której można obejrzeć 1000 dzieł z 17 muzeów na całym świecie. Są wśród nich najsłynniejsze wraz z Wersalem, Tate Britain i Museum of Modern Art w Nowym Jorku na czele.
Można wybrać się na wirtualną przechadzkę po kilku salach muzeum albo wybrać z listy obraz, który chcemy obejrzeć. Przechadzki nie polecam bo brak płynności ruchów i oglądanie sufitów powodują u mnie kłopoty z błędnikiem ale oglądanie obrazów w fantastycznej rozdzielczości jest świetnym sposobem na kontakt z malarstwem. Oczywiście, wszyscy pomyślicie, że to nie to samo co realna obecność w muzeum ale ja uważam, że to nie jest marny erzatz ale świetne dopełnienie procesu poznawania obrazu. Nie wyobrażam sobie, że Panie pilnujące porządku w muzeum pozwoliłyby mi na takie zbliżenie się do dzieła i odkrycie tajników pracy artysty.Wspaniały internecie, dziękuję Ci za tę możliwość! Oczywiście pojadę do tych muzeów żeby poznać wszystkie eksponowane prace, powąchać je, poczuć ich energię i zajrzeć do muzealnego sklepiku ale teraz, fragment po fragmencie podziwiam ślady pędzla prowadzone ręką geniusza.
Zapraszam na www.googleartproject.com

   Galeria w internecie
   Internet to najbardziej demokratyczny nośnik informacji. Każdy może tu zamieścić swoje treści (nie mam na myśli tych obraźliwych) szybko i bezpłatnie. Dla artystów to ogromna szansa na dotarcie bezpośrednio do szerokiej publiczności. Wystarczy sfotografować swoje prace i stworzyć autorską galerię dostępną odbiorcom na całym świecie. Czy jednak takie działanie da nam szanse na dotarcie do osób zainteresowanych kupowaniem sztuki? Próbowałam wejść w skórę osoby, która chce udekorować swoje mieszkanie  nowoczesnymi pracami i szuka ich za pomocą komputera. Wystukuję na klawiaturze: nowoczesne obrazy do wnętrza by przekonać się, że na pierwszych stronach nie pojawi się żadna witryna indywidualnie działającego artysty. Nie pomoże żaden zwrot typu najpiękniejsze malarstwo, najlepsze obrazy olejne, najciekawsze obrazy do wnętrza, do salonu, do sypialni. Za każdym razem na pierwszych stronach, czyli jedynych oglądanych pojawiają się witryny galerii internetowych. Najczęściej proponują one niedrogie, ręcznie malowane, seryjne obrazy. Za przywilej wyświetlenia w pierwszej kolejności zapłaciły sprzedawcom reklamy Googla lub innej wyszukiwarki, z której korzystamy. Hm, internet istnieje już wystarczająco długo by ludzie nauczyli się wykorzystywać go do zarabiania pieniędzy. Niektórzy są w tym naprawdę dobrzy. Pojawiają się też portale poświęcone dekorowaniu wnętrz. Artyści, nawet ci najlepsi, nie są uznawani przez wyszukiwarki za tych, którzy malują obrazy do wnętrz. A może oni tworzą sztukę? Wpisuję: najlepsza sztuka do wnętrza i otrzymuję propozycje architektów i twórców designu ale nie malarstwa. Przy wielu z nich jest napis: promocja. No cóż, chcesz zaistnieć w wirtualnym świecie - płać. Nie wiem czy galeria stworzona w internecie jest najlepszym sposobem na promocje. Może jest tylko sposobem na bezpłatne dzieleni się swoimi pomysłami. Na razie jednak artysta, który nie ma na wizytówce adresu do swojej galerii przestaje być zauważany. Cóż więc innego pozostaje. Malować jak najlepiej i liczyć na łut szczęścia, tak samo, jak artyści z innych, "przedinternetowych" epok.



Link



 Strona 1/1